Komentuje
Heather Grabbe, szefowa badan w brytyjskim Centrum na rzecz Reformy Europejskiej
29-01-2003
Jestem calkowicie
zaskoczona tym, ze premierzy cos takiego napisali. Dotychczas byli bardzo ostrozni,
by nie pokazywac podzialów w Europie w kwestii Iraku. Sygnatariusze to
oczywiscie panstwa proamerykanskie. Najwyrazniej bardziej im zalezy na okazaniu
poparcia dla Ameryki niz na ukryciu róznic miedzy krajami europejskimi.
Chca przekonac opinie publiczna, ze opierajac sie na miedzynarodowych zasadach
pokoju i bezpieczenstwa, mozna przeprowadzic atak.
Bushowi nie udalo
sie przekonac miedzynarodowej opinii publicznej do wojny. Premierzy tych panstw
chca to zrobic za niego, lepiej. Najwyrazniej sadza, ze wojna bedzie. Wola wiec
trzymac z Bushem i zapewnic jej pozytywny rezultat. Sami nigdy nie parliby do
wojny z Irakiem, to nie byl ich priorytet. Najwyrazniej uznali jednak, ze zamiast
powstrzymywac Busha, lepiej zajac sie uzasadnianiem tego, co sie dzieje, wlasnej
opinii publicznej.
To najglebszy podzial
Unii Europejskiej jesli chodzi o polityke zagraniczna od lat 60. Pokazuje, jak
bardzo Francja wykorzystala slabosc Niemiec i taktyke wyborcza kanclerza Gerharda
Schrödera. Kanclerz opowiedzial sie zdecydowanie przeciw wojnie, by zdobyc
glosy wyborców. Myslal wylacznie o skutkach w kraju. Tymczasem Francja
to wykorzystala, by wciagnac go do swego obozu.
W
tej grze w pelni uczestniczy takze Polska, ale ta opowiada sie po stronie Amerykanów.